
Dzień ten nie zapowiadał się niczym nadzwyczajnym. Mieszkańcy przemierzali miasto we wszystkie strony, załatwiając swoje codzienne sprawy. Zajęci byli także posłańcy – to właśnie jeden z nich wywołał największe zamieszanie.
Był to doręczyciel porannych raportów. Jednak tym razem w swojej sakwie miał coś jeszcze! Zaprzyjaźnione miasto przysłało życzenia bożonarodzeniowe.
„Jutro Święta!” – krzyknął burmistrz a jego dostojny głos było słychać w najdalszych zakątkach polis. Nic już nie było takie samo jak dzień wcześniej. Zarządził on bowiem zorganizowanie przyjęcia dla całej wyspy, chcąc się tym samym wpisać się w karty historii. I nic nie byłoby w stanie pokrzyżować jego planów, gdyby nie szereg niefortunnych zbiegów okoliczności…
Pierwszym rozporządzeniem było zaproszenie wszystkich miast z tej, liczącej 16 miejscowości, wyspy. Jednak posłaniec, który doręczył życzenia, udał się już w podróż powrotną, a dwóch dodatkowo zatrudnionych było akurat w dalekich podróżach. Nic takiego nie miałoby miejsca, gdyby nie ich wczorajsza zabawa, po której z bliżej niewyjaśnionych przyczyn, wsiedli do łodzi transportowej płynącej 2 morza dalej… W ich zastępstwie wysłani zostali dwaj kawalerzyści – swoją drogą bardzo niezadowoleni kawalerzyści.
Najwięcej pracy mieli oczywiście zatrudnieni w gospodarstwie kucharze. Na ich głowie było bowiem przygotowanie 12 dań dla kilku tysięcy wojaków i pracowników oraz dla zaproszonych gości! Swoje niezadowolenie wyrazili strajkiem włoskim, dzięki któremu dostali do pomocy znajdujących się w mieście łuczników.
Wydawać by się mogło, że większych kłopotów już nie będzie. Nic bardziej mylnego! Do akcji wkroczyli chciwi szpiedzy. Korzystając z okazji, podburzyli do buntu wszystkich mieszkańców i pracowników. Zadanie to było niezwykle łatwe, dzięki wyjątkowo niskim morale spowodowanym natłokiem pracy. Władze musiały zacząć szybko reagować, jeżeli nie chciały utracić kontroli nad miastem i doprowadzić do międzynarodowej kompromitacji.
Godziny mijały, do świąt było coraz mniej czasu, a praca wciąż stała w miejscu. Rada przystąpiła do rozmów ze szpiegami, którzy zostali wyznaczeni jako przedstawiciele ludu. Po długich negocjacjach doszli do kompromisu – pensje robotników wzrosły na czas przygotowań świątecznych o 50%.
Tymczasem wybiła godzina 14. Do pracy przystąpili hoplici, którym przypisane zostało ozdobienie budowli. Drwale budowali nowy, prowizoryczny budynek, zdolny pomieścić wszystkich gości. Spokoju nie mieli nawet naukowcy z akademii. Ich zadaniem było stworzenie setek lampionów, mających rozświetlać mury obronne i senat.
Czas mijał nieubłaganie. Ni stąd ni zowąd, nagle nastała ciemność. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę, wtem nadeszła straszna nowina! Na mury leciały dziesiątki głazów wystrzeliwanych przez katapulty! W natłoku pracy nikt nie zauważył nadciągającego od pół dnia ataku. Obrońcy zostali oderwani od swoich zajęć. Uporali się z nieprzyjacielem, jednak wyrządzone szkody były znaczne. Katapulty – niezwykle skuteczne, aczkolwiek równie niecelne, zdemolowały całe miasto. Było już jasne, że przyjęcia nie uda się zorganizować.
Można mówić o szczęściu w nieszczęściu, gdy pewien podróżnik przyniósł informację o wysłanych wcześniej kawalerzystach. Mieli oni zaprosić na święta sąsiadów, jednak po drodze, mijając wioskę rolniczą, ich natura wzięła górę – postanowili ją splądrować. Chłopi jednak na to nie pozwolili, buntując się najeźdźcom. Mając ogromną przewagę liczebną, bez problemu pokonali wroga. Burmistrz po usłyszeniu tej informacji nagle się rozchmurzył. Oznaczało to, że nikt nie dowie się o jego kompromitacji.
I tak nadeszła Wigilia. Wszyscy mieszkańcy wyruszyli do pobliskiej miejscowości, aby należycie uczcić święta. Władze owej mieściny nie były tym zachwycone, ale wedle tradycji przyjęły gości.
I tak w dobrym nastroju wszyscy cieszyli się tym szczególnym dniem.
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
mi się bardzo podobało :)
mi się bardzo podobało ;)
Czuję, że można by jeszcze rozwinąć historię i wyszło by prawdziwe opowiadanie. Pomysł fajny, zabrakło mi jednak rozwinięcia.
„I tak w dobrym nastroju wszyscy cieszyli się tym szczególnym dniem.”
A co z poległymi kawalerzystami? Zaiste jest to smutna historia.
Smutna, czy nie, szara codzienność Grepolis:) Ci, co się zjawili na przyjęciu z pewnością byli zadowoleni:)
Książki pisać nie chciałem. Trzeba znaleźć złoty środek w długości takich tekstów, za długie może zniechęcić, ale za krótkie może nie nasycić… No cóż, dziękuję za opinię:)